SIEĆ NERDHEIM:

Ojczyzna na ustach, krew na rękach. Recenzja komiksu Patria

Powrót z gatunku bolesnych.
Powrót z gatunku bolesnych.

Autonomia, separatyzm, etnonacjonalizm. Terroryzm. Ile trzeba, aby kropkę oddzielającą trzy pierwsze pojęcia od czwartego zastąpił przecinek? Aby znalazły się w jednym ciągu wyliczeniowym, którego dalsze rozwinięcie sprawia, że zamiast o ludziach mówi się o zdrajcach i ofiarach? Że ekstremizm i fanatyzm zaczynają rozsadzać poczucie wewnętrznej dumy i wspólnoty? Sam wiek XX nie szczędził nam przykładów na to, że te procesy często wyprzedzają tak postawione pytania, nie mówiąc o możliwych odpowiedziach na nie. Jednym z argumentów w tym wciąż trwającym dialogu jest działalność ETA.

Baskijskiej organizacji w przeciągu niemal 60 lat istnienia (samorozwiązanie oficjalnie ogłosiła w 2018 r.) nie ominęły drogi wewnętrznych podziałów, obecne na wszelkich mapach wytyczonych przez rewolucje ustrojowe. Ta, którą ETA podążała po upadku frankistowskiego reżimu, została nieodwracalnie naznaczona aktami terroryzmu. Pośród ofiar zamachów byli też Baskowie uznani przez ETA za osoby odmawiające wsparcia organizacji, co zazwyczaj wiązało się z wymuszaniem tzw. podatku rewolucyjnego. O tym, iż terror nie ograniczał się do kwestii politycznych, a sięgał znacznie głębiej i dotkliwiej w autonomiczną społeczność, opowiada Patria Toniego Fejzuli, komiksowa adaptacja noszącej ten sam tytuł powieści Fernanda Aramburu. Książka posłużyła też za kanwę zrealizowanego przez HBO serialu, ale ja zapoznałem się z jej treścią właśnie przez komiksowe medium.

Niepokój żywym i martwym.
Niepokój żywym i martwym.

Miejscem, w którym zbiegają się liczne i kręte drogi tej wielogłosowej historii, jest grób. Spoczywa w nim Txato – Bask z dziada pradziada, miłujący swoją ojczyznę i rodzinę lokalny przedsiębiorca. Gdy nie był w stanie wpłacić ETA żądanej kwoty, zginął jako zdrajca. Piętno wcześniejszych szykan i samego wyroku objęło rodzinę mężczyzny, prowadząc do społecznego wykluczenia jej członków. Sam gest współczucia pod ich adresem stał się ryzykowny. Sprawę skomplikował fakt, że osobą podejrzaną o wykonanie egzekucji był syn wieloletnich przyjaciół Txata, Joxe Mari. W chwili rozpoczynającej opowieść od śmierci mężczyzny minęło prawie 30 lat, ETA ogłasza zakończenie działań zbrojnych, Joxe Mari jest w więzieniu, a przy grobie widzimy Bittori, wdowę po Txacie, która zdecydowała się wrócić do dawnego domu. W sąsiednim mieszkaniu zaś jej dawna przyjaciółka, Miren, rozmyśla o odsiadującym wyrok synu. Dwie kobiety wprowadzają nas w dramaty swoich rodzin. Nie znaczy to jednak, że pełnią tutaj rolę wszechwiedzących nestorek, które promieniują na członków swoich rodów przychodzącą z doświadczeniem mądrością. Przeciwnie, pozostają zamknięte we własnych wewnętrznych bólach. Nie są przy tym pod tym względem wyjątkami – Patria prezentuje nam mozaikę ułożoną z wielu potrzaskanych życiorysów.

W tym stworzonym z odłamków obrazie nie znajdziemy prostej linii, której zadaniem byłoby historyczne uzasadnienie i wyszczególnienie działań ETA. Komiks Fejzuli, przez samego autora pierwowzoru nazwany „trafnym przekładem” powieści, opowiada przede wszystkim o mentalności narodowej, która może przybrać agresywny wymiar pod każdą szerokością geograficzną, w każdym państwie zbierającym w sobie wielokulturową społeczność. Powtarza lekcję z historii, gdzie wierność ideom prowadzi do stanu powszechnej wojny, a ta z kolei przenika do ludzkich wnętrz w nie zawsze oczywisty i natychmiastowy sposób. Jest jak choroba popromienna, której skutki odsłaniają się latami. W wypadku bohaterów Patrii obejmuje ona życie rodzinne i społeczne, umacniając wyobcowanie ludzi złączonych więzami krwi, językiem i miejscem pochodzenia.

Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze?
Prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze?

Głównych wątków obrazujących ten proces jest dziewięć. Ilością odpowiadają członkom dwu wspomnianych rodzin, ale każdy z nich wprowadza kolejne postaci, wszystkie zaś przeplatają się w sposób, który w streszczeniu bliższy byłby latynoskiej telenoweli niż odpowiadał rzeczywistej wadze spraw. Narracja obfituje w retrospekcje, zmiany perspektywy w zależności od opowiadającej postaci, odsłania kolejne poziomy urazów, konfliktów i psychicznych okaleczeń. Dokumentuje wyparcia, niezborności, przemilczaną gorycz i jawną nieprzystępność. Oddaje przerażającą łatwość, z jaką naturalne relacje stają się toksyczne i otwierają drogę samotnej wyczerpującej ucieczce lub przeciwnie – emocjonalnym okopom. Jak mówi córka Bittori do swojego brata: „Wpadliście do dołu żalu” i są to słowa, które mogą być zarówno słusznym wyrzutem, co krzywdzącym uproszczeniem.

Portrety osób wyjałowionych gniewem, żalem i życiowym smutkiem są bardzo przejmujące i skomplikowane. Zbierają w sobie multum powszednich problemów i nie bagatelizują znaczenia żadnego z nich. Od uprzedzeń wobec życiowych partnerów dzieci przez różnice światopoglądowe i hardość charakterów po małżeńskie fiaska oraz wypadki losowe. Znacząca dla wielu spośród tych konfliktów jest kwestia odrębności językowej jako części kultury. W tym natłoku autor porusza bez ostentacji kwestię turystyki aborcyjnej czy małżeństw homoseksualnych.

Baskonia, nie Hiszpania.
Baskonia, nie Hiszpania.

Napisałem, że Patria nie ma charakteru reportażu, ale terrorystyczna działalność ETA pozostaje w niej motywem skupiającym wszystkie wątki. Losy bohaterów są pełne komentarzy do wizerunku i odbioru organizacji na jej macierzystym terenie i jest to obraz przygnębiający, rozpięty między upartymi argumentami bohaterstwa i poświęcenia a tchórzliwie skrywanym poczuciem zastraszenia i przyzwolenia na zbrodnię. Znamienne są słowa ojca jednego z bojowników, który po rzekomym samobójstwie syna mówi o Baskonii „kraj kłamców i tchórzy”. Uwagę zwraca też miejscowy kapłan, otwarcie podtrzymujący mit walki narodowowyzwoleńczej. I tutaj również wchodzimy na znany, niestety, teren nadużyć i wypaczeń.

Szczególne miejsce w tej prezentacji zajmuje oczywiście Joxe Mari. Jego przykład dostarcza informacji o szkoleniu i strukturze ETA, ale głównie pokazuje człowieka, który płaci ogromną cenę za swoje dojrzewanie do samookreślenia i nie chodzi tutaj jedynie o sposób, w jaki jest traktowany przez policję podczas przesłuchań. On i zamordowany Txato odwracają nieco sens innej wypowiedzi wspomnianego wyżej ojca: „Z więzienia kiedyś się wychodzi. Z grobu nigdy”.

Patria jest pełna niełatwych, za to szczerych emocji. Pośród niemal 300 stron komiksu znajduje się też skromna rozmiarami scena ze spotkania ofiar terroryzmu. Bierze w nim udział pisarz, którego twarz nieprzypadkowo przypomina Fernanda Aramburu. Jego słowa objaśniające potrzebę ujęcia zjawiska terroryzmu za pomocą fikcji literackiej zostały w praktyce zrealizowane właśnie na planszach Patrii: „Napisałem ją [powieść] przeciwko cierpieniu zadawanemu jednym ludziom przez drugich […] Przeciwko zapomnieniu narzucanemu przez tych, którzy próbują wymyślić historię na poparcie swoich idei i przekonań totalitarnych”. Jako ich uzupełnienie należy potraktować też słowa epilogu autorstwa Toniego Fejzuli, gdzie rysownik podkreśla swój emocjonalny stosunek do adaptowanego dzieła i własną wielokulturową tożsamość. Pisząc o miejscu swoich narodzin, dzisiejszych krajach byłej Jugosławii,wskazuje na generalny problem wewnętrznego rozłamu i jego naruszających ludzką godność konsekwencji. Ten apel nie traci na aktualności.

Rozbrat między braćmi.
Rozbrat między braćmi.

Fejzula udziela też wyjaśnień związanych z samą adaptacją. Były one dla mnie szczególnie cenne z powodu (przyznaję) nieznajomości samej książki. Konstrukcja scenariusza odpowiada według słów autora technice użytej w powieści. Fragmentaryczność i czasowy rozrzut wydarzeń stanowiły wyzwanie, podobnie jak przyswojenie sobie pokrewieństwa i relacji pomiędzy głównymi bohaterami, pomimo że każdy z nich ma przypisany kolor dymków w chwili, gdy narracja przechodzi w wewnętrzną. Pomniejsze wątki też potrafiły zaburzyć orientację w akcji. Wrażenia trudności towarzyszyły mi podczas pierwszej lektury, dlatego prawdziwym zaskoczeniem był dla mnie powrót do komiksu, kiedy to pochłonąłem jego treść bez problemu, z wielką satysfakcją i poruszeniem. Nie umiem osądzić czy za pierwszym razem była to kwestia akurat słabszej dyspozycji, czy jednak samej konstrukcji dzieła, która wszak nie jest dla mnie nowością. Niezależnie od odpowiedzi, nie żałuję tego czasu. Patria jest komiksem wartym powrotów.

Poza scenariuszem bezwzględnie przemawia za tym graficzne wyczucie Fejzuli. Silnie wyodrębnione białą przestrzenią zaokrąglone kadry, swoboda w operowaniu detalem i ostrością konturu, nieilustracyjne podejście do dialogów dobrze różnicują napięcie i nie dają wrażenia „zapatentowania” stałej metody na opowieść podległą nieregularnym rzutom pamięci. Nie brak sekwencji, które dają żywe poczucie uczestnictwa zwłaszcza w nagłych flashbackach bohaterów. Fejzula rysuje miękko i pastelowo, uproszczoną realistyczną kreską, ale największy wpływ na oddanie nastroju całości mają kolory. Artysta powołuje się tutaj na inspirację naturalną dla kraju Basków paletą chłodnych barw, potęgujących wrażenie mglistości i stłumienia. Gdy zaś pojawiają się jaśniejsze kolory, to od razu żarzą się niepokojąco. Jest w tej kolorystyce trafiona cielistość i ziemistość. Jeśli lubicie taką malarską, impresjonistyczną technikę, to będziecie mieli czym zająć oczy i myśli, bo Fejzula nie zapomina o tym, że prowadzi rozbudowaną opowieść.

Patria przedstawia sobą dużo smutku i emocjonalnego kalectwa. Niesie też nieco potrzebnej nadziei w to, że przeszłość, nawet tę wypełnioną przemocą i utratą, można rozliczyć. Nie łudźmy się jednak, że da się to zrobić przy użyciu jakiegokolwiek nacisku.

Wydawnictwu Non Stop Comics serdecznie dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Patria
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Scenariusz adaptowany: Toni Fejzula
Rysunki: Toni Fejzula
Tłumaczenie: Karolina Jaszecka
Typ: komiks
Gatunek: obyczajowy
Data premiery: 17.11.2020
Liczba stron: 304

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

spot_img

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Magdalena
Magdalena
6 miesięcy temu

Dawno nie czytalam recenzji, ktorej autor postaral sie o opisanie i zrozumienie tak wielowatkowej pozycji z rownie wielowarstwowa, wielopoziomowa uwaga. Czytajac mialam wrazenie, ze przejrzal ten komiks lepiej, niz tomograf pacjenta. Jego wnioski siegaja glebiej, szerzej, niz obserwacje zwyklego czytelnika, pobudzaja myslenie i zachecaja do glebszych studiow obcego (wydawaloby sie: hermetycznego) tematu, a nie tylko do przeczytania komiksu. To znacznie wiecej, niz sie od recenzenta oczekuje. Licze na wiecej rownie ciekawych i poglebionych analiz. Te powinno sie dawac mlodziezy szkolnej za wzor, bo nie tylko wartosciowa, ale i ladnie, lekko napisana. Brawo autor!

Justin
Justin
Reply to  Magdalena
6 miesięcy temu

Dziękuję za tak przychylne słowa. Zachęcam do dalszego wizytowania Nerdheimu, bo wartościowych tekstów u Nas nie brak.

Magdalena
Magdalena
Reply to  Justin
6 miesięcy temu

Z radoscia!

Łukasz "Justin" Łęcki
Dzieciństwo spędziłem przy komiksach TM-Semic, konsoli Pegasus i arcade’owych bijatykach. Od kilkudziesięciu lat sukcesywnie podnoszę stopień czytelniczego wtajemniczenia, nie obierając przy tym szczególnej specjalizacji. Fascynują mnie mity, folklor, omen, symbole – wszystko, co tworzy panoptyczny rdzeń ludzkiej wyobraźni. Estetycznie i duchowo czuję się związany z modernizmem, ale dzięki dzieciom i znajomym udaje mi się utrzymywać niezbędny poziom cywilizacyjnej ogłady. Nałogowo wizytuję antykwariaty książkowe i sklepowe działy słodyczy. Piszę też dla wortalu i czasopisma Ryms.