SIEĆ NERDHEIM:

Z sercami ku nikomu. Recenzja komiksu Criminal tom 5: Okrutne lato

Ed Brubaker i Sean Phillips kolejny już raz zapraszają nas do zanurzenia się w rwącym ścieku, w którego wodach nadzieje, dobre chęci i ludzkie odruchy mieszają się z dziedziczną degrengoladą, społecznym ostracyzmem, brutalnymi instynktami, chciwością, i całą gamą innych równie przyjemnych cech teoretycznie najgorszych reprezentantów ludzkości. Powstała z tego zupa paruje złem, niby cuchnie, ale też nieustannie przyciąga w niepokojący sposób. Stoję więc znowu nad tym basenem wrzącej smoły z drinkiem w dłoni i w kolorowych klapeczkach, nie mogąc doczekać się kąpieli.

To piąty tom, więc raczej nikomu z was nazwisko Lawless nie powinno być obce. Nie będziemy tym razem dłubać w pobocznych alejkach kryminalnego świata, Okrutne lato skupia się bowiem na rodzinie od początku stanowiącej centralną osobliwość tej czarnej dziury. Teeg, rodząca zgniliznę głowa rodu Lawlessów, poznaje miłość swego życia. Jego wybranka jest oczywiście kobietą skrajnie niebezpieczną, ale i niepozbawioną ogromnego uroku. Problemy ciągną się za nią jak czarny welon, ale do dramatycznej kulminacji może doprowadzić coś zupełnie innego. Nie będzie to spoiler, bowiem od samego początku wiemy już, że Teeg Lawless nie dożyje końca intrygi.

Na zaostrzenie apetytu, wklejone tu strony właściwie nawet nie są częścią tytułowego Okrutnego lata.

Kurde jakie to jest dobre, cholera jak ja uwielbiam Criminal. To tak, żebyście mniej więcej wiedzieli, czego spodziewać się po tym tekście. Okrutne lato to część drugiego powrotu genialnego duetu po latach przerwy i ten odpoczynek, jeśli ma na jakość ich twórczości jakikolwiek wpływ, to jedynie pozytywny. Dobrze nam znane sztampy noir zyskują w tej serii drugą młodość dzięki umiejętnemu wykorzystaniu ich do poprowadzenia wielopokoleniowej i wielowątkowej historii. W piątym tomie już z całą wyraźnie czuć, że siłą scenariusza Brubakera jest stopniowe dopowiadanie szczegółów z życia bohaterów za pomocą niemalże całkowicie samodzielnych rozdziałów o zbrodniczych występkach ludzi wyrwanych z grzecznego społecznego status quo, ludziach będących dożywotnimi zbiegami. Jak zawsze dotąd, fabuła centralnego wątku absorbuje jak huragan, ale chłoniemy ją tak skutecznie dzięki uparcie budowanemu przez autora przywiązaniu czytelnika do postaci, przyglądaniu się z bliska ich nienaturalnej codzienności. To w większości antypatyczne mendy, ale ich oparta na emocjonalnych kontrastach ludzkość pozwala odbiorcy identyfikować się z nimi.

Jeśli miałbym się czepiać, to minimalnie rozczarowało mnie skupienie na rodzinie Lawlessów. Przez lata ich rola w całej serii była oczywista, ale ogromną radość sprawiała mi wcześniej detektywistyczna wręcz zabawa w odkrywanie powiązań pozornie odrębnych wątków. Tutaj wszystko jest zbyt jawne, widoczne jak na dłoni. No ale dobra, w sumie po latach uchylania wielu rąbków tajemnic zrozumiałym jest, że spora jej część jest dosyć jawna. To zresztą tylko drobiazg, pierdoła nawet, w porównaniu do tego, jak bardzo przemyślana jest narracja Okrutnego lata (i poprzednich tomów). Ten komiks, pomimo operowania sztampami, potrafi zaskoczyć, angażuje intensywną akcją, niepokoi mrokiem i porusza kolejnymi faktami z życia wykolejeńców z pierwszego planu. Po lekturze doskonale zrozumiecie, czemu Ricky Lawless zbuntował się przeciw całemu światu, jak wyglądała jego relacja z bratem i co ukształtowało Leo, ostrożnego cwaniaka, głównego bohatera opowieści Tchórz z pierwszego tomu. Na dodatek będzie wam dane poznać wrażliwą stronę największego skurwysyna tego świata, Teeg odsłania bowiem w tej historii swoją ogromną potrzebę miłości, tak skrupulatnie skrywaną pod maską agresji. Ta głębia dotyczy prawie wszystkich postaci – jak na komiks tak mocno osadzony w przewidywalnych realiach, zaskakująco dużo tu trójwymiarowości. Nie mówię nawet tylko o łebkach z pierwszego planu, nawet retrospekcje i dywagacje mają w Criminal często więcej magii od głównych fabuł zdecydowanej większości fikcji.

Niemniej to również poruszająca historia, ważna dla zbrodniczego uniwersum

Nie samą fabułą jednak komiks żyje, choć może niektóre muszą, rysunki Seana Phillipsa stanowią w Criminal integralną część całości i to nie zmieniło się od samego początku. Niewiele więcej można tu powiedzieć, styl pozostaje niezmiennie dopasowany do atmosferycznej powagi wykolejeńczych wojaży bohaterów. Rysownik odnajduje równowagę pomiędzy stonowaną dynamiką i unikaniem nudy, dosyć proste panele i brak wizualnych szaleństw grają wspólnie z fabułą dokładnie ten sam koncert. Możemy nacieszyć za to oczy zachwycającym pomyślunkiem przy konstruowaniu narracji wizualnej, obrazem utkanym z cieni, kropel deszczu i dymu papierosowego. Styl Phillipsa jest jednocześnie elegancki, staromodny, ale i daleki od sterylności, która pasowałaby do mroku historii jak pięść do nosa. Barwy nadają mu, dosłownie w tym przypadku, kolory nałożone ponownie przez Jacoba Phillipsa. Syn autora szkiców pozwala sobie na odrobinę wyższy poziom awangardy niż ojciec, wychodzi z ram wyznaczonych przez kontury i budowanie klimatu ceni bardziej od trąconego sepią realizmu. Starszego Phillipsa na początku szczególnie nie lubiłem, ale jego robotę docenia się z czasem, a upiększona nieco bardziej pomysłowymi tonacjami bywa naprawdę piękna.

Czy Criminal to opowieść o dobrych ludziach? Absolutnie nie, ale z drugiej strony, czy to opowieść o ludziach złych? No dobra, raczej tak, choć obycie Brubakera z kryminalną tematyką sprawa, że żadnej odpowiedzi nie możemy uznać za oczywistą. W każdym zakątku internetu, w którym z jakiegoś powodu ludzie dyskutują o tej serii, oczywiste są za to powszechne nadzieje na rychła ekranizację bandyckich bajań. Okrutne lato uświadomiło mi, że o ile sam autor nie pobłogosławi skutecznie takiej produkcji swoim geniuszem, pomysł jej realizacji może być całkiem chybiony. Dzieje rodziny Lawlessów i orbitujących trzon fabularny nieszczęśników nie byłyby nawet połowicznie tak magnetyczne, gdyby nie skrupulatnie rozplanowana narracja, narracja wykuta wyłącznie dla stron komiksu. Przełożenie tego na inne medium będzie zadaniem możliwym, ale ekstremalnie trudnym. Tym bardziej podziw budzi fakt, że legendarny duet autorów potrafi od lat, niezmiennie, dawać nam szansę na lekkie zachłyśnięcie się światem zbrodni w sposób, który zmusza nas do proszenia o więcej. And more we shall hopefully get.

Pisałem wyżej o niesamowicie bogatych retrospekcjach, nie? To doskonały przykład.
SZCZEGÓŁY:
Tytuł: Criminal: Okrutny weekend (tom 5)
Wydawnictwo: Mucha Comics
Autorzy: Ed Brubaker, Sean Phillips, Jacob Phillips
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data premiery: sierpień 2021
Liczba stron: 288
spot_img

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Rafał "yaiez" Piernikowski
Rafał "yaiez" Piernikowski
Aktywny hobbistycznie i towarzysko człowiek renesansu. Zainteresowany w jakimś stopniu prawie wszystkim, co nie wymaga ekstremalnych ilości wysiłku fizycznego. Lingwista z wykształcenia, robol w przemyśle ciężkim z zamiłowania. Charakteryzuje mnie zamiłowanie do filmów, seriali i komiksów, które podobają się wszystkim i do muzyki, która nie podoba się nikomu. Jako entuzjastyczny grafoman prowadzę również hałaśliwy, muzyczny fanpage (https://www.facebook.com/niereteha/).
Z sercami ku nikomu. Recenzja komiksu Criminal tom 5: Okrutne latoEd Brubaker i Sean Phillips kolejny już raz zapraszają nas do zanurzenia się w rwącym ścieku, w którego wodach nadzieje, dobre chęci i ludzkie odruchy mieszają się z dziedziczną degrengoladą, społecznym ostracyzmem, brutalnymi instynktami, chciwością, i całą gamą innych równie przyjemnych cech teoretycznie najgorszych...
Włącz powiadomienia    OK Nie, dzięki