• PUBLICYSTYKA
Więcej

    Fantastyczny Falkon – relacja

    Falkon

    Uwaga! Jeżdżenie na konwenty uzależnia! Dla mnie nie ma już ratunku, dlatego wybrałam się na Falkon. Trudno z mojej strony mówić o jakichkolwiek oczekiwaniach względem tego konwentu, bo jechałam tam pierwszy raz. Jak jest z organizacją na konwentach, wie każdy. Niezależnie od jego miejsca, rodzaju i rozmiaru, zwykle wali się wszystko co tylko możliwe i nie zawsze jest to winą organizatorów. Trudno jednak usprawiedliwiać ich, jeśli chodzi o wejściówki – dzięki uprzejmości organizatorów, Nie Tylko Gry otrzymały akredytację prasową, po którą należało zgłosić się do kasy VIP… i bawić się w kolejkonie nawet ponad godzinę, posyłając przy tym smutne spojrzenia konwentowiczom, którzy kupowali zwykłe wejściówki i czekali na nie raptem kilka do kilkunastu minut. Przypominam, że w dwóch okienkach tego typu błędy, nazwijmy je logistycznymi, zdarzają się często, ale wierzę, że organizatorzy wyciągną z tego jakąś lekcję.

    Falkon

    Kolejnym problemem przy akredytacji okazał się brak plastikowych okładek na większe wejściówki (zwykli uczestnicy konwentu mieli małe identyfikatory). Nie zabrakło natomiast smyczy, więc jeśli ktoś chciał nosić wejściówkę na szyi lub przywiązać ją przy spodniach, musiał zrobić w papierze dziurę, żeby można było ją w jakiś sposób przymocować. Nie byłoby w tym jeszcze nic strasznego, gdyby tych okładek zabrakło niewiele, dowiedziałam się jednak, że brakowało ich nawet dla samych organizatorów. Dobrze jednak, że później można było się po taką okładkę zgłosić.

    Falkon oferował natomiast dużo, jeśli chodzi o program, który był zaskakująco dobry. Chyba każdy był w stanie znaleźć coś dla siebie: literatura, gry, M&A, warsztaty, pokazy naukowe – wszystko, czego dusza zapragnie. Nie brakowało niestety przypadków, kiedy prelegent nie zaszczycił swoją obecnością słuchaczy, nie informując o tym nikogo lub, ewentualnie, na moment przed swoją prelekcją. W każdym razie pozostali prowadzący prelekcje oraz panele przygotowani byli doskonale i zaserwowali słuchaczom rozrywkę na najwyższym poziomie. Obskoczyłam kilka prelekcji oraz paneli, gwarantuję, że były różne tematycznie i na żadnych się nie nudziłam.

    Falkon

    Na pochwałę zasługuje również zaplecze gastronomiczne konwentu. Nie dość, że wybór był całkiem spory, to wszystko serwowano w bardzo przystępnych cenach, co na konwentach jest rzeczą niesłychanie rzadką (wyobraźcie sobie, że za zapiekankę, naleśnika czy udko kurczaka zapłacilibyście połowę tego, co na Pyrkonie). Do tego jedzenie było zwyczajnie smaczne, dlatego z ulgą rozsiadłam się w namiocie gastronomicznym, ciesząc się, że nie musiałam szukać sklepów w pobliżu konwentu, raz po raz odbierając kurtkę z szatni i wychodząc na mróz.

    Jeśli już o szatniach mowa, cisną się na usta dwa słowa: brak numerków (w przypadku bagażowni wystarczy zamienić na „brak miejsc”). Razem ze znajomymi wieszaliśmy po trzy do pięciu kurtek na jeden numerek, a te i tak były towarem mocno deficytowym. Wiadomo, jak to bywa w tłumie ludzi – duszno, ciepło, parno, a ciągłe noszenie kurtki pod pachą i przepychanie się z nią między ludźmi nie jest zbyt komfortowe, tak samo jak i czekanie na wolny numerek. Dodajmy do tego, że nie każdy miał nawet możliwość, żeby podpiąć się do kogoś znajomego – wiele osób przyjechało przecież w pojedynkę.

    Falkon

    Kolejnym mankamentem są niektóre sale, w których miejsce miała część atrakcji. Myślę tu np. o antresoli (Sala Wędrowycza – Panelowa), umieszczonej tuż ponad akredytacjami. Oferowała dużo miejsca, ale również obfitowała w ogrom hałasu, który przeszkadzał przy odbiorze danego wydarzenia. Uważam, że również scena umieszczona w jednym namiocie ze strefą gastronomiczną nie zdała egzaminu – po prostu za mało miejsca. Jeśli ktoś zgłodniał w czasie trwania konkursu KOSplay, musiał zwyczajnie poczekać do jego końca, bo część stoisk zapchana była tłoczącymi się widzami, dla których zabrakło miejsc siedzących.

    Jeśli już o samym konkursie cosplayowym mowa – mam co do niego mieszane uczucia. Wiadomo, że błędy się zdarzają, ale mylenie oraz gubienie podkładów muzycznych stało się w pewnym momencie męczące. W końcu doszło nawet do tego, że podkład jednej z uczestniczek gdzieś się zgubił i jej występ stanął pod ogromnym znakiem zapytania (ostatecznie na szczęście się znalazł). Z kolei na temat opóźnień w konkursie nie ma się co nawet rozpisywać, bo to już standard. Na szczęście organizatorzy naprawdę odwalili kawał dobrej roboty, starając się zająć czymś publiczność.

    Falkon

    Ogromnym plusem jest natomiast oferta wystawców. Mieliście kiedyś wrażenie, że zapętliliście się gdzieś i raz po raz oglądacie to samo na niemal identycznych stoiskach? Wszędzie tylko przypinki, kubki i podkładki? Na Falkonie tego nie czułam. Jasne, były miejsca, które się powtarzały, w końcu niektóre sklepy będą mieć przynajmniej częściowo powtarzającą się ofertę, ale można powiedzieć, że nie brakowało niczego. Tak, były przypinki, kubki i podkładki, ale były też książki, koszulki, rękodzieło, pocztówki, komiksy, pluszaki, plakaty, czapki oraz różne części garderoby i inne. Nie zabrakło również licznych promocji. Poza tym odniosłam wrażenie, że ceny były nieco niższe niż na innych konwentach.

    O sleeproomie trudno mi się wypowiadać, najważniejsze jest chyba to, że dla wszystkich starczyło miejsca i nikt po sobie nie deptał. Kolejki do toalet były znośne, te do prysznica niekoniecznie (nieważne o jakiej porze, jej długość chyba nigdy się nie zmieniała). Jeśli nie liczyć takich drobiazgów jak woda kapiąca w jednym czy dwóch miejscach z sufitu na sali gimnastycznej – wszystko dało się przeżyć.

    Falkon

    Cała reszta zależała już od uczestników konwentu, a ci jak zwykle nie zawiedli. Cosplayerzy byli niesamowicie cierpliwi i uprzejmi, pozując do kolejnych zdjęć. Podobnie było w przypadku zaproszonych gości, którzy mieli chyba niespożyte siły do tego, by co chwilę wstawać z krzeseł do zdjęć z fanami, choć ogonki zwyczajnie się nie kończyły.

    Czy polecam ten konwent? Tak, całym sercem. Mimo kilku wpadek, które zdarzają się przecież wszędzie, bawiłam się naprawdę świetnie i to niemal pewne, że odwiedzę Lublin w przyszłym roku – być może zarówno w czasie trwania Falkonu jak i Polconu, który organizowany będzie tam w sierpniu. Na pewno nie uznaję tego czasu za stracony, wiele z tego konwentu wyniosłam: i wiedzy, i znajomości i rozrywki.

    Zapraszamy do śledzenia naszego Instagrama oraz profilu na FB, gdzie zobaczycie więcej zdjęć z konwentu!

    Dodaj komentarz

    avatar
    Izabela „Deneve” Ryżek
    Izabela „Deneve” Ryżek
    Studiowałam archeologię, ale nasze drogi w końcu się rozeszły. Wannabe redaktor, pisarka po godzinach. Bloguję, gram, czytam, oglądam. Prawdopodobnie nie starczy mi życia na nadrobienie papierowo-ekranowych zaległości. Kocham fantastykę, kryminały, thrillery. Gdybym mogła być postacią z gry, byłabym Bulbasaurem.