
Macie jeszcze miejsce na półkach? Planujecie rozbudowę domowej biblioteczki? A może właśnie odkrywacie nowy poziom e-czytelnictwa, zwiedzacie kolejne filie biblioteczne, wpisujecie w kalendarz daty festiwali książkowych i rozpoczynacie kurs szybkiego czytania, by móc pochłaniać więcej i więcej, i więcej, wracać znów i znów, i znów do ulubionych tytułów, a żadna litera wam niestraszna? No to świetnie zrozumiecie się z naszymi redaktorkami. Albo znajdziecie podłoże do rzeczowej dyskusji i wymiany opinii. Albo przynajmniej poczytacie sobie o tym, co można by poczytać po tym, co tam czytacie teraz.
POZOSTAŁE PODSUMOWANIA:
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – K-DRAMY
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – GRY
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – MANGI/ANIME
- PODSUMOWANIE ROKU 2025 – FILMY
FUSHI
5. Przepraszam za brzydkie pismo

Były Chłopki, historia naszych babek z perspektywy XXI wieku, najwyższy czas na powrót do materiałów źródłowych. Już wiemy, jak żyły, więc mamy coraz większe szanse zrozumieć, co do innych lub do siebie nawzajem mówiły. Tosiek wykonała tytaniczną pracę, odgrzebując z archiwów pamiętniki rolniczek czy mieszkanek wsi (kwestia nazewnictwa, zwłaszcza uznawanego przez nie same za adekwatne, też jest w tej publikacji poruszona). Wiele z tych dokumentów uległo zniszczeniu – większość zupełnemu, o czym autorka także pisze. To, co udało się uratować i opracować, stanowi bardzo ważny dokument z jednej strony pozwalający wybrzmieć słowom kobiet, które zwykle milczały. Z drugiej, Tosiek uzupełniła cytaty opracowaniem historycznym i krytycznym, pokazując, że opowieści babć i cioć mogą sporo nam powiedzieć o rzeczywistości, w jakiej obecnie żyjemy.
4. Żywe istoty

To książka o poszukiwaniu syren morskich, szale zbieractwa (dzięki któremu dzisiaj mamy wielkie muzea historii naturalnej) i o początkach ekologii. Ale przede wszystkim o istotach, które wbrew tytułowi żywe już nie są i nigdy nie będą, bo nie pozostało po nich czasem nic ponad legendę i kilka ilustracji. W Żywych istotach wcale nie chodzi o to, żeby zaniechać badań naukowych, skoro historia dowiodła, że były tak bardzo szkodliwe dla objętych nimi „zagadnień”. Rzecz raczej w tym, żeby uczyć się na błędach i nie powtarzać historii, której morał jest jednoznaczny. Pokazuje też alternatywę – zamiast zbieractwa i polowania, sztuka ilustracji czy fotografii. Turpeinen przypomina o tym, że koszt gromadzenia kolekcji przyrodniczych był często znacznie większy niż trudy wypraw naukowych. I że poniosła go cała ekosfera. Tym bardziej nie wypada tych pamiątek traktować lekko.
3. Śpiewcy zła

Kolejny finał wielotomowej opowieści na mojej liście, czyli w tym przypadku Psów pana Marcina Świątkowskiego. To fantastyka, ale mocno osadzona w kontekście historycznym, w czasach Wojny Trzydziestoletniej na terenach dzisiejszych Niemiec i Niderlandów, wówczas rozdrobnionych na wiele księstw i innych państewek. Jakby nie dość, że szaleje kontrreformacja, w świecie Świątkowskiego objawia się także magia. Więc z jednej strony można spalić prawdziwą czarownicę, z drugiej – królowie i duchowni nie pozostają obojętni na uroki tej kolejnej odsłony władzy. Główną bohaterką tej tetralogii jest młoda szlachcianka obdarzona nielichym talentem, a wokół niej pojawia się cały katalog intrygujących postaci. Wszyscy usiłują zrozumieć, skąd czary się wzięły i dokąd mogą ich zaprowadzić.
Śpiewcy zła to finał epicki, ale też bardzo przewrotny. I odważny, bo w którymś momencie może się wam zachcieć poprzeklinać na autora za takie, a nie inne decyzje.
2. Wczoraj byłaś zła na zielono

Przeczytałam tę książkę, zanim stała się modna (czyli przed Nike) i od razu wiedziałam, że stanie się ważna. Jest doskonała językowo, to coś dużo więcej niż opowieść o matce i (nienormatywnej) córce. Kącka zafunduje wam piękną prozę poetycką i rozważania nad wolnością, autonomią i komunikacją. Będziecie mieć tę książkę w głowie długo po ostatniej stronie. Wydaje mi się bardzo emancypacyjna w tym, że opowiadanie o trudnym macierzyństwie nie musi być praktyczne ani rzeczowe, może być zabawą słowem, szukaniem i realizowaniem własnego głosu i indywidualności obu bohaterek tego tekstu.
1. Agla. Abraxas

Stanowczo książkowym wydarzeniem 2025 było dla mnie ukazanie się ostatniego tomu trylogii Agli Radka Raka. Ten cykl wyrósł znacząco ponad young adult, w którego definicji mieścił się właściwie jeszcze do końca drugiego tomu. A może właśnie to idealna bildungsroman, staroświeckie podejście do YA, w którym powieść dorasta razem z czytelnikami, bez względu na ich metryki. Rewolucja zaczynała się dla bohaterów jako bunt wobec szkoły i rodziców, a skończyła… wcale nie na carze, tylko jako odpowiedzialność za tych, którym trochę lekkomyślnie obiecało się nowe życie. I wreszcie odpowiedzi na pytanie „kim jestem” albo „kim są moi najbliżsi” przestały być najważniejsze, trzeba było zająć się naprawdę ważnymi sprawami, czyli codziennym życiem po czynach heroicznych. Powiecie – słusznie – że to chyba mało epickie? Ale jakoś tak do głębi serca prawdziwe. No i nie lękajcie się, wielkie bitwy i przerażające burze też tam są.
ZAWÓD ROKU: Tęcza grawitacji
Wydarzenie roku na polskim rynku wydawniczym, a ja marudzę? Niestety. Możliwe, że moja opinia o Tęczy grawitacji ulegnie jeszcze zmianie, bo męczę tę książkę od miesiąca i czeka mnie jeszcze około 25% e-booka. Może na papierze byłoby lepiej (nie sądzę). Moja jedyna motywacja do kontynuowania tej orki to klub książkowy. I nie jest tak, że ani przez moment dobrze się nie bawię, owszem, bywa zabawnie, ciekawie czyta się nerdziarskie anegdotki o postępach w chemii… Tylko ja już to wszystko znam i wiem. Rozumiem też, że znam i wiem, bo Pynchon zainspirował (kochanego) Vonneguta i innych twórców. Wciąż nie ułatwia mi to lektury. Zagotował się we mnie ten zawód chyba przez tzw. „hajp” i snobistyczne hasła, że wielu kupuje, niewielu da radę przeczytać. Ale nie da rady, czy de facto nie ma potrzeby i nie musi? Pobrzmiewa w tym tęczu Joyce, i mam nieodparte wrażenie, że ciekawiej byłoby kopać się z Ulissesem.
IDRIS
5. Mgły z Donlonu

Drugi tom cyklu Cienie Avy Carey są bezpośrednią i całkiem udaną kontynuacją Cieni z Donlonu Magdaleny Kubasiewicz. Kolejny tom serii w ogólnym rozrachunku trzyma poziom, do którego autorka przyzwyczaiła nas swoimi poprzednimi powieściami. Znów jesteśmy w pełnej magii i tajemnic czarodziejskiej enklawie, tym razem stając się świadkami rozgrywki o najwyższą stawkę. Kubasiewicz znów igra z losami bohaterów, pokazując czytelnikowi, że nic tak naprawdę nie jest czarno-białe, a świat (i mgła) mają dziesiątki odcieni szarości.
Znowu przekonamy się, jak bardzo okoliczności mogą zmienić punkt widzenia i jak wiele rzeczy tak naprawdę może nie być tak oczywistych, jak na początku w swej naiwności zakładaliśmy. Zdecydowanie jednym z mocniejszych punktów powieści są jej bohaterowie – wiarygodni, świetnie napisani, złożeni i targani całą gamą emocji, które popychają ich w stronę nieoczywistych decyzji. Fabuła w Mgłach płynie nieco bardziej leniwie niż w poprzednim tomie, powala to jednak na zagłębienie się w świat i jego magię – tajemniczą, intrygującą, niepokorną.
Magdalena Kubasiewicz po raz kolejny nie zawodzi, tego jako czytelnicy możemy być pewni… bo tego, jak skończy się ta seria, po tym tomie i pojawiających się w nim komplikacjach nie przewidzimy.
4. Wilk z lasu

Książki Anety Jadowskiej, to – nie zamierzam tego ukrywać – moje guilty pleasure, służące czystej rozrywce i relaksowi nad lekturą. Mam pewność, że uśmiechnę się nad zabawnymi porównaniami, polubię wykreowanych bohaterów i wciągnę w fabułę już od pierwszych stron powieści. Wiem też, że jak się wzruszę, to będzie to to dobre wzruszenie, wynikające z tego, że losy postaci – po licznych perturbacjach i wybojach – w końcu się układają. Nie inaczej jest z Wilkiem z lasu: zapewnił mi to wszystko, czego się po nim spodziewałam.
Nie przeczę jednak, że jestem odrobinę (pozytywnie!) zaskoczona, że po ponad dekadzie od zakończenia heksalogii o Dorze Wilk Jadowska wróciła z nowym cyklem o Namiestniczce Thornu. Niby nigdy do końca się z nią nie rozstaliśmy, pojawiała się bowiem w opowiadaniach lub epizodycznie w innych seriach autorki, bądźmy jednak szczerzy: jest się z czego cieszyć, skoro teraz wpadło nam w łapki ponad pięćset stron perypetii Dory, Mirona, Salci i… pewnego wyjątkowego białego wilka. To miłe ponowne spotkanie z lubianymi bohaterami.
Na dodatek, jak to Jadowska potrafi, wszystko napisane jest w taki sposób, że nie trzeba robić sobie powtórki ze wszystkich jej serii oraz opowiadań (choć, nie ukrywam, to żaden problem).
3. Katabaza

Mam jakieś dziwne poczucie, że Rebecca F. Kuang nie pisze książek tak, żeby dało im się przypiąć łatkę „miłe, łatwe i na jeden wieczór”, co zdecydowanie stawia ją w opozycji do kolejnych wyróżnionych przeze mnie pozycji tej topki. Może być też tak, że po prostu jeszcze takiej powieść tej autorki nie znalazłam – możecie wyprowadzać mnie z błędu, jeśli jesteście w stanie. To nie jest stanowisko, za które będę umierać śmiercią bohaterską. Niemniej Katabaza nie jest „miła, łatwa i pluszowa”, a zamiast tego zmusza czytelnika do (o zgrozo!) myślenia.
Możecie być jednak spokojni, to nie jest myślenie o wpływie prądu północnoatlantyckiego na populację kóz w Andach czy o znienawidzonych przez wielu wzorach skróconego mnożenia, a raczej o ludzkiej naturze, wyrzeczeniach, do których jesteśmy zdolni w imię celu uznanego przez nas za „wyższy” i wart tych poświęceń oraz o… definicji piekła. Uważajcie na rozprawy na temat logiki, zasad, filozofii czy wszelakich paradoksów, bohaterowie – geniusze i uczeni – nie biorą bowiem jeńców i nie znają litości.
Kuang nie zawodzi i tym razem: fabuła wciąga, stawia czytelnika przed koniecznością refleksji (lub nie, kto wie), a bohaterowie są na tyle wyraziści, że niektórych ma się ochotę zatrzasnąć.
2. Dar anomalii. Księga 3

Najchętniej w tę topkę książek wrzuciłabym całą debiutancką serię Pawła Zbroszczyka, ale tylko ostatni tom został wydany w 2025 roku. Mam jednak nadzieję, że oczywistym jest, iż nie polecam ostatniego tomu w oderwaniu od poprzednich: serio, idźcie i czytajcie, bo naprawdę warto zapoznać się z Darem anomalii. Tym bardziej że pierwszy tom trylogii otrzymał nagrodę główną w pierwszej edycji konkursu Fantastycznie Utalentowani na Festiwalu Fantastyki Pyrkon (ex aequo z Echidną Agnieszki Szmatoły).
Jest tu wszystko, co czytelnicze serduszka kochają najbardziej: dobre pisarstwo, wciągająca historia, świetnie wykreowani bohaterowie, a do tego dochodzą jeszcze niezwykle realistyczne opisy bitew oraz intrygujący system magii. Brzmi jak mieszanka wybuchowa, prawda? A jeśli do tego dodamy, że Zbroszczyk nie tylko rozpoczął swoją trylogię z przytupem, ale także fenomenalnie ją kontynuował, to pewnie nikt nie będzie zaskoczony tym, że genialnie ją zakończył.
Niestety, jest to tom, w którym epicka opowieść snuta przez Pawła dobiega końca. To jednak jeden z tych debiutów, który sprawia, że będę miała oko na autora i jego dalsze publikacje, bo piórem włada naprawdę dobrze!
1. Dusza pokryta bliznami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Wyczekiwałam kolejnego tomu Opowieści z meekhańskiego pogranicza z niecierpliwością dziecka wypatrującego pierwszej gwiazdki, żeby w końcu dorwać się do rozpakowywania prezentów. Czy fakt, że książka przyszła do mnie na krótko przed mikołajkami był przypadkiem? Osobiście nie sądzę, w końcu zamówiłam ją tak szybko, jak było to możliwe. Inna sprawa, że do przeczytania jej zabierałam się z pewną obawą: czy fabuła będzie tak samo wciągająca, jak w poprzednich tomach cyklu, czy się zawiodę?
Spoiler: nie zawiodłam się. Książka może nie do końca spełniła moje oczekiwania, bo te przez lata, które upłynęły od ukazania się ostatniego tomu, zdążyły urosnąć (a powtórka całej serii tylko powiększyły mój apetyt na więcej Meekhanu), jednak po zakończeniu lektury wciąż pozostaję zachwycona. Mamy jeszcze więcej bogów, którzy coraz śmielej poczynają sobie ze śmiertelnikami i ich losami, mamy Czerwone Szóstki (ajć, tęskniłam!), mamy atmosferę gęstą jak wojskowa grochówka. I jest też pewność, że świat się zmienia, a – kto wie – może nawet kończy.
Fakt, że sama książka kończy się zaskakująco szybko (hej, to „tylko” czterysta stron!), a na dodatek fabuła urywa się w takim momencie, że znowu z niecierpliwością wyczekuję kolejnego tomu!













