SIEĆ NERDHEIM:

To, co chcielibyście wiedzieć o Brygadzie RR, ale nie pomyśleliście, żeby zapytać

Chip i Dale – kadr z serialu
Chip i Dale – kadr z serialu

Z perspektywy czasu widzę, że 1991 był rokiem popkulturowo dla nas zacnym. Dlaczego? Bo właśnie wtedy w polskiej telewizji pojawiły się trzy seriale animowane ze stajni Disneya, które w przyszłości miały nie tylko uzyskać status pozycji kultowych, ale również pociągnąć za sobą emisję kolejnych odcinkowych produkcji tej wytwórni w naszym kraju. Najpierw Chip i Dale, chwilkę potem klasyczne Kacze Opowieści, a na końcu Gumisie. Równo trzydzieści lat później, w ostatnie wakacje, postanowiłam ją sobie porządnie odświeżyć.

Nie będę kłamać – jako mała dziewczynka lubiłam przygody dwóch wiewiórczych detektywów i ich wesołej brygady, ale nie należały one do moich najulubieńszych seriali. Spośród kreskówek Disneya moją dziecięcą wyobraźnią bardziej rządziły wspominane już Gumisie oraz Nowe przygody Kubusia Puchatka. I tak naprawdę porządnie zapoznałam się z Chipem i Dale’em dopiero parę miesięcy temu, przypadkowo trafiając na powtórki w paśmie dziecięcym stacji Puls 2. Swoją drogą osobom odpowiedzialnym za ramówkę tego kanału należą się gratulacje, bo od dość dawna konsekwentnie obok różnych (niekiedy bardzo… specyficznych) współczesnych animacji serwują klasykę, pamiętającą czasy dzieciństwa takich wiekowych dziadów jak ja.

Oglądanie seriali z lat dziecinnych w wieku dorosłym bywa ryzykowne, ale trzeba przyznać, że ten konkretny zestarzał się z godnością. O ile w ogóle. Poza przeminięciem pewnych – w momencie premiery uchodzących za supernowoczesne – technologii czy zwyczajów, sami bohaterowie, ich przygody oraz różnorakie odniesienia pozostawione przez twórców nadal, kolokwialnie mówiąc, żrą. Ponadto z perspektywy dojrzałego widza masę niuansów o wiele łatwiej jest ocenić i docenić. Stąd właśnie ten tekst, w którym postanowiłam zebrać co smakowitsze ciekawostki związane z omawianym tytułem, a zwłaszcza z jego polską wersją dubbingową, która przez te wszystkie lata sama również nabrała kultowości.

Chip i Dale – kadr z serialu
Chip i Dale – kadr z serialu

Emisja po kolei jest dla słabych

Większość seriali najlepiej jest oglądać po kolei. Jednak w wypadku Chipa i Dale’a to nie będzie takie proste! W zasadzie nie istnieje tu coś takiego, jak kanoniczna lista odcinków. Wystarczy porównać sobie kolejność amerykańskiej premiery (już niezgodnej z numeracją produkcyjną) oraz emisji w Polsce czy Niemczech. Potrafią się naprawdę mocno różnić. Wydawałoby się, że przy dość zamkniętej konstrukcji lwiej części epizodów to nie powinno wpływać na wrażenia z seansu, ale w rzeczywistości parę motywów pobocznych (chociażby rozwój przestępczej kariery profesora Nimnula) ma swoją chronologię, która w tej sytuacji idzie w diabły. No i nie zapominajmy o fikołku logicznym, jakim jest umieszczenie podzielonego na pięć części filmu-pilota w… serii drugiej.

Nasz tajemniczy Dale

Choć gapowaty wiewiór z czerwonym noskiem jest jednym z tytułowych bohaterów, stosunkowo niewiele wiemy o dubbingującym go w polskiej wersji językowej aktorze, Piotrze Dobrowolskim. Mamy kilka zdjęć z inscenizacji teatralnej Dziadów; są to fotki zbiorowe i nie bardzo wiadomo, który z panów to on. Jego dorobek ekranowy to ledwie siedem tytułów (właściwie same epizody), zaś sceniczny – dziesięć. W obu wypadkach lista urywa się na roku 2000. Bogaciej prezentuje się spis udokumentowanych dokonań dubbingowych pana Piotra, acz zdecydowanie dominuje w niej wcielanie się w jedną postać. Czyli Dale’a! Poza przygodami Brygady Ryzykownego Ratunku użyczał głosu temu bohaterowi w całej masie klasycznych disneyowskich krótkometrażówek, jak również w serialu Cafe Myszka. Niestety mniej więcej po roku 2006 i tu pan Dobrowolski znika: rolę po nim przejmuje inny aktor, z którego udziałem zostają również zdubbingowane na nowo niektóre krótkie metraże.

I tyle. Można rzec, że człowiek-tajemnica. Cóż. Jeżeli kiedyś, gdzieś, jakimś cudem spotkacie pana Piotra, pozdrówcie go serdecznie od nas wszystkich.

Chip i Dale – kadr z serialu
Chip i Dale – kadr z serialu

Co wymyślić, żeby skrót RR się zgadzał?

Nie jest łatwo spolszczyć nazwę własną, jeżeli w jakiejkolwiek formie pojawia się w warstwie wizualnej filmu czy serialu. To znaczy, można oczywiście kompletnie zignorować ten fakt, ale o ile fajniej jest wziąć taki niuans pod uwagę! Źródłem podobnego dylematu w naszym serialu jest nazwa prowadzonej przez protagonistów grupy. W oryginale nazywają się Rescue Rangers, a ich logo zdobi podwójna litera „R”. I jakby tu to zgrabnie przełożyć? W Polsce ekipa nazywa się Brygadą Ryzykownego Ratunku, w skrócie Brygadą RR. W Czechach to Rychlá Rota, czyli Szybka Spółka/Grupa. A w innych wersjach językowych… w większości totalnie pokpiono sprawę. Są takie, gdzie zadbano przynajmniej o zachowanie „R” na początku (niemieckie Rettungstruppe, szwedzkie Räddningspatrullen, norweskie Redningspatruljen), ale częściej wybór padał na miano nijak mające się do skrótu. Największymi leniuchami okazali się Holendrzy, którzy zostawili nazwę po angielsku.

Seeeeeer!…

Podobną zagwozdką było zachowanie żartu, tkwiącego w imieniu pewnego postawnego myszonia. Oryginalnie nazywa się on Monterey Jack, zdrobniale Monty – od nazwy produkowanego w Kalifornii sera, co miało nawiązywać do uzależnienia bohatera od tego typu przysmaków. Polskie tłumaczki nadały mu zgrabne personalia Jack Rokfor, dla przyjaciół Rocky – tu z kolei inspiracją był francuski ser owczy roquefort. Podobnie postąpiono w Rosji i Bułgarii, choć tam Rokfor stał się imieniem bohatera. Ukraińcy znają go jako Serogryza. Z kolei u Finów został nazwany Jaakko Juustola, w skrócie Jaska, od fińskiego słowa „juusto” oznaczającego „ser”. Niestety inne wersje językowe kompletnie zignorowały ten smaczek, nawiązując raczej do krzepy bohatera niż do jego upodobań kulinarnych.

Chip i Dale – kadr z serialu
Chip i Dale – kadr z serialu

Kacze „pozdro dla kumatych”

W odcinku Głuptak nie znaczy głuptas pojawia się postać pana Dumpty’ego – maniakalnego kolekcjonera jaj – oraz jego lokaja Noga. Głosów w polskiej wersji użyczyli im Eugeniusz Robaczewski i Henryk Łapiński. Nie byłoby w tym nic zabawnego, gdyby nie fakt, że są to również odtwórcy ról Sknerusa McKwacza i lokaja Cezara (czyli bohaterów pozostających w zbliżonych relacjach) z pierwszej wersji dubbingowej Kaczych opowieści. Dodajmy, że nagrywanej w tym samym czasie, co dublaż Chipa i Dale’a. W tym samym studiu. Przez tę samą panią reżyser, Marię Piotrowską. Przypadek? Nie sądzę.

Kto wam przepuścił te dialogi?!

Chyba każdy widział słynny fragment polskiej wersji odcinka Dale zmienia skórę, gdzie w scenie udawanej kłótni Gadżet głosem Ilony Kuśmierskiej gromko wykrzykuje: „ON JEST MÓJ, TY SZMATO!”. Faktem jest, że taka fraza może szokować odbiorcę ukształtowanego w obecnych czasach, gdy dialogi w dubbingach animacji nieskierowanych do dorosłych bywają z różnych przyczyn łagodzone ponad miarę. Trzy dekady temu panie dialogistki Chipa i Dale’a nie certoliły się w tańcu. Ta osławiona „szmata” to jedynie wisienka na torcie złożonym z całej masy tekstów, które może nie są aż tak brutalne, ale nadal sprawiają, że człowiek drapie się po głowie i myśli, jak bardzo dzisiaj by to nie przeszło. Chociaż nie mamy tu żadnych wulgaryzmów ani mocnych dwuznaczności, a jedynie zgrabną żonglerkę polszczyzną.

Chip i Dale – kadr z serialu
Chip i Dale – kadr z serialu

Dubbing (nie)idealny

W przeciwieństwie do innych seriali animowanych Disneya z tamtych lat – Kaczych opowieści, Super Baloo, częściowo również Nowych przygód Kubusia Puchatka i GumisiówChip i Dale nadal funkcjonuje na krajowym rynku niemal całkowicie pod postacią swojego pierwotnego polskiego tłumaczenia (czemu „niemal”, o tym w następnym akapicie). To opracowanie ma ponad trzy dekady, a przez ten czas w dubbingu – jak w każdej dziedzinie sztuki – sporo się pozmieniało. W efekcie polska wersja naszego serialu jest pamiątką po czasach, w jakich powstawała. Głównie w sensie pozytywnym. Napisane świetnym, bogatym językiem dialogi. Dobrze poprowadzeni, wspaniali aktorzy (niektórzy niestety już nieżyjący), których głosy tak „skleiły się” z kreskówkowymi bohaterami, że nie wyobrażamy sobie w tych rolach nikogo innego. Jednak z drugiej strony nie oszukujmy się, że wszystko jest idealne, bo dubbing Chipa i Dale’a ma trochę problemów – głównie wynikających z niedoskonałości ówczesnej technologii czy „analogowych” metod pracy. Zdarzają się słyszalne zakłócenia dźwięku, przypominające odgłos taśmy wkręcającej się w magnetofon (kto wie, może właśnie to się wydarzyło), niekonsekwencje w tłumaczeniu nazw własnych (Bzyczek w pierwszym odcinku określany jest swoim angielskim imieniem), nawet zmiana głosów powracających postaci dalszoplanowych się przydarzyła (biedny gang Szczura Capone)… To oczywiście nie zmienia faktu, że chyba wszyscy i tak kochamy ten dubbing, więc niech ręka boska broni Disneya przed jakimikolwiek pomysłami zastępowania go nowszym, „ulepszonym” dublażem.

Ten biedny odcinek o robokocie

Dlaczego pierwotne polskie tłumaczenie Chipa i Dale’a jest NIEMAL w całości dostępne w obiegu? Bo wyjątek stanowi odcinek Robokot – w oficjalnych źródłach obecny wyłącznie w nowej wersji dubbingowej z połowy lat 00. Z informacji, które uzyskałam od moich interesujących się animacjami kolegów, wynika, że oryginalna wersja tego epizodu zniknęła z pola widzenia po premierze, a przy powtórkach w TVP po prostu go pomijano. Sugeruje to niestety, że telewizja go (podobnie jak wiele innych archiwaliów) sprzeniewierzyła, więc opracowanie polskiej wersji od nowa w tym wypadku było uzasadnione. W przeciwieństwie do redubbingów innych seriali Disneya, gdzie z niejasnych przyczyn serwowano częściowo lub całkowicie zmienione obsady, tu postarano się zachować głosy członków Brygady RR i Spaślaka. Ba, nawet oryginalny lektor czytający listę płac powrócił. Z kolei bohaterów drugoplanowych poza małym chłopcem zagrali aktorzy, którzy mogliby wziąć udział w pierwotnych nagraniach piętnaście lat wcześniej, bo już wówczas funkcjonowali w branży dubbingowej. Brzmi świetnie? Niby tak, ale… Odtwórcy najistotniejszych ról mogli powrócić, bo wszyscy żyli i mieli się świetnie – tylko że tak samo było z niemal wszystkimi aktorami dalszoplanowymi, których jednak w nowej obsadzie zabrakło. Słychać, że Ilona Kuśmierska jest starsza o tę dekadę, poza tym i ona, i Marcin Sosnowski grają właściwie swoimi naturalnymi głosami zamiast modulowanymi tembrami Gadżet oraz Spaślaka. Mimo dostępu twórców do lepszego sprzętu, podwyższone piski Chipa i Dale’a brzmią o wiele gorzej niż w pierwotnym dubie. Dialogi, choć zabawne, są mniej płynne, jakby za krótkie względem ruchu ust postaci i aktorzy mówią tak, jakby je lekko rozciągali. Wniosek? Nadal szanuję wysiłek twórców redubbingu tego odcinka, ale byłoby o wiele prościej, gdyby zwyczajnie Telewizja Polska nie posiała oryginalnego opracowania.

Chip i Dale – kadr z serialu
Chip i Dale – kadr z serialu

I zanim mnie skrzyczycie, że nie wspomniałam ni słowem o wspaniałym Mieczysławie Szcześniaku, który brawurowo wykonał piosenkę tytułową z tekstem Filipa Łobodzińskiego w naszej wersji serialu – otóż wspomniałam dużo wcześniej na łamach Nerdheimu! Pojawił się pośród 7 gwiazd muzyki rozrywkowej śpiewających polskie czołówki do animacji.

Oczywiście powyższe zestawienie w żadnym wypadku nie wyczerpuje zbioru ciekawostek wszelkich powiązanych z Chipem i Dale’em. Nadal powolutku mielę sobie ten serial, więc zawsze istnieje szansa, że kiedyś pojawi się dalszy ciąg opisu wiewiórczych smaczków. A może sami poszukacie jakichś przy oglądaniu, do czego szczerze was zachęcam.

Bądź na bieżąco z naszymi recenzjami. Obserwuj Nerdheim w Google News

komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
To pole jest wymagane. Przed jego zaznaczeniem koniecznie zapoznaj się z podlinkowanym dokumentem
2 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie kometarze
Astroni
Astroni
25 dni temu

No proszę, jeszcze nie zaczęłam czytać, a już chwalę – bo kolejna rzecz, którą każdy zna, każdy się zetknął, ale jakoś nie pomyślał, żeby się zainteresować i szykać w niej czegoś wartego uwagi. I docenić 🙂

„jako mała dziewczynka lubiłam przygody (…), ale nie należały one do moich najulubieńszych seriali.” Nooo! U mnie identyko. Wtedy bajki na takim poziomie, z fabułą i fajnym rysunkiem, były jednak standardem, żeby nie powiedzieć wręcz, że niezbędnym minimum, zwłaszcza u Disneya, który masowo wtedy produkował.

„Największymi leniuchami okazali się Holendrzy, którzy zostawili nazwę po angielsku.” Tylko Holendrzy? Jak przyszło do tłumaczenia tytułu filmu Sonicowego, to z tego, co udało mi się znaleźć, normą było właśnie kopiowanie. Może chodziło o nazwę gry?

„Chyba każdy widział słynny fragment polskiej wersji odcinka…” Ja nie widziałam X) W ogóle mam wrażenie, że ten serial widziałam zaledwie parę razy (albo bardzo dawno?), w dodatku… często trafiając na jeden odcinek (nie wiem, pilot jakiś czy co…?).

Literówki: „miano nijak mającą się” -> „miano mającE się”.

Fajne było. Przyjemnego mielenia!

Dagmara „Daguchna” Niemiec
Absolwentka filologii polskiej na UWr, co tłumaczy, dlaczego z czystej przekory mówi bardzo potocznie i klnie jak szewc. Niedawno skończyła Akademię Filmu i Telewizji i została reżyserem. Miłośniczka filmu, animacji, dobrej książki, muzyki lat 80. i dubbingu. Niegdyś harda fanka polskiego kabaretu, co skończyło się stustronicową pracą magisterską. Bywalczyni teatrów ze stołecznym Narodowym na czele. Autorka bloga Ostatnia z zielonych.